galeria sztukpuk | wydarzenia | galerie | forum-teksty | recenzje | archiwum | linki | kontakt

 

Jola Kasprzyk - Chodz przelecę cię z miłości

CZĘŚĆ I
część II >>>

 

W mojej i twojej nagości

To ja Ruth. Tak naprawdę mnie nie ma, wymyśliłam ją dla ciebie, ale ty ją naprawdę spotkałeś, bo chciałeś tego, tak jak Ruth chciała spotkać ciebie. Wymyśliła cię, a ty jesteś.
Ruth jest tancerką. Bywa opiekunką do dzieci, kelnerką, dziennikarką. Zna się na porcelanie, winach i ziołach. Nie umie gotować, a lubi jeść, zwłaszcza we włoskich restauracjach. Chce się nauczyć dobrze grać w golfa, choć nadal ten sport kojarzy jej się z rozrusznikami serca. Ma krótkie blond włosy, szczupłą, chłopięcą sylwetkę. Bardziej Mia Forow z „Dziecka Rosemary” niż MM z „Pół żartem pół serio”; a chciałaby wyglądać jak Monica Bellucci i w życiu i na ekranie.
Ma za sobą jedno bardzo udane małżeństwo zakończone jeszcze bardziej udanym rozwodem, z pewnym bardzo ciepłym i kochającym malarzem, który nie wytrzymał jej rachunków tel. do zapłacenia.(A Ruth potrafi pogadać), wracania o czwartej nad ranem nie samej i tych wypitych butelek wina, za które można by było kupić nie jeden dobry samochód.
Ruth z tego związku zostały same dobre wspomnienia, 7- kartonów książek, kilka par butów, trochę markowych ciuchów i kot oddany na czas nieokreślony w dzierżawę Krystynce, dobremu duchowi tych listów, których nie przeczytasz, bo choć Ruth pisze je do ciebie, to tak naprawdę pisze je do siebie. Ktoś ją w końcu musiał wysłuchać.
W tzw. międzyczasie Ruth będzie mieszkać w hotelach, kolejnych wynajmowanych mieszkaniach, bez TV, podłączenia do Internetu, z przechodnim materacem, jej losem, karą i nagrodą za bycie kobietą.
Z ostatnią kropką w dżinsach z secondhandu, okularach Armaniego po kolejnym byłym, który pociął ją nożem, będzie.. .
Ale to z ostatnią kropką.. . Pokona drogę od 28-roku życia do 31-go

On a właściwie Ty. M jak mężczyzna, zredukowany do jednej litery. Ani Bogart, Ani Brat Pit, Po prostu M.
Średniego wzrostu z zarostem, podobno widziano cię bez zarostu, ale nie Ruth. Wegetarianin, jak Krystynka.
Siwiejący brunet przed pięćdziesiątką, z czasem łysiejący brunet przed pięćdziesiątką, zawsze w ciemnych markowych w okularach, w łóżku też, pod prysznicem, jakby mógł, zakładałby gogle.
Znaki charakterystyczne: krzywe nogi, bardzo krzywe nogi, które nigdy nie przeszkadzały ani jemu, ani Ruth, ani jakiejkolwiek innej kobiecie. Milczący reżyser siebie i rzeczywistości. Kreator kobiet, ich pan i kat, wielbiciel i poskromca. Polem bitwy będą ich mózgi.

 

Dla M ta historia nie ma początku i końca. Ma środek, a jest nim ciało Ruth. Dla Ruth nie ma tej historii, nie ma nic. Nie ma tych słów, które są.

 

Ruth do M pierwszy raz

 

Do mej rozgrzanej piersi tulę twoją zmęczoną myślami głowę. Godzinami patrzę jak unikasz mojego wzroku, sączę whisky i nie boję się niczego. Nie myślę, iż ciągle sypiasz z innymi kobietami. Mnie już to nie dotyczy. Tak się z sobą umówiłam, żeby nie będzie bolało, bo najbardziej boli- bolenie- to wiem od Marcina.
Z dnia na dzień, stałeś się moją miłością i moją nienawiścią. Pragnęłam cię zatrzymać, a sama gubiłam się w ciałach przypadkowych mężczyzn. Zdradzałam cię, moje ciało krzyczało, że jest ciebie we mnie ciągle za mało, robiłam wszystko, aby cię było więcej.
By się od braku ciebie nie udusić, jednej z wielu samotnych nocy zadzwoniłam po A przyjechał natychmiast. Miał ładnie zarysowane brwi i zawsze starannie dobrane oprawki do dużych piwnych oczu. Ugotowałam mu rosół. Ty nie jesz mięsa i już się do mnie nie przytulasz, nie chcesz, nie wiem czy przestałeś chcieć, czy umieć.
Nie miałam odwagi nigdy cię o to zapytać.
A samymi dłońmi potrafi doprowadzić mnie do orgazmu. Jest obrzydliwą normalnością, za którą tęsknię, która mnie chwilami podnieca i przeraża, daje poczucie bezpieczeństwa.
Po dwóch godzinach radosnych akrobacji A odchodzi za moją zgodą, jak wszyscy mężczyźni, którzy nie byli, czy nie są tobą. Zaspokojona wracam do swojego łóżka, on do domu, rodziny i syna.
Za każdym razem zostawia po sobie spokój i poczucie bezpieczeństwa. Wiedziałam od początku, iż na długo mi ona musi starczyć.
Aby móc kochać ciebie, nie miałam innego wyjścia, musiałam być silna twoją siłą - silna twoją słabością, a tego jeszcze nie umiałam.
Kiedy A mnie dotykał było mi dobrze? Byłeś ze mną, to ty wypełniałeś mój mózg. W krzyku ciebie pytałam, nieobecnego Boga, gdzie jesteś? Z kim się teraz pierdolisz,dlaczego pozwalasz abym oddawała się obcemu mężczyźnie.
Sam włożyłeś mnie w jego ramiona, będąc zdziwiony, że tak po prostu weszłam do obcego hotelowego łóżka. Chciałeś tego, więc zrobiłam to dla Ciebie. Rola A jako tymczasowego pocieszyciela, została zakończona, szklanka wody inaczej.
Nie podoba ci się to, czego nie przeczytasz? Zapytasz, po co?
Po co to robię? Prosiłeś:
- „ Napisz o nas, bardzo bym chciał, aby ktoś o nas napisał. „ Złapałeś złotą rybkę i ona spełnia twoje marzenia.

 

Zawsze chciałeś być sławny: jest szansa.

 

Kobiety pchają ci się do łóżka drzwiami i oknami, a ty bierzesz i na przemiał. Tak naprawdę mielisz siebie, one wstają i idą dalej a kiedy ponownie dotkną ciebie już nie są puzzlami rozsypującymi się z pudełka na podłogę.

 

Co je nie zabije to je wzmocni? Są niezatapialne

 

Ja próbuję za tobą nie tęsknić. Stopy i od tej tęsknoty mnie pieką i swędzą naprzemian. Patrzę na telefon i powtarzam magiczne słowo NIE ZADZWONIĘ.
Nie zadzwoniłam. Jestem silna? Jestem tobą słaba. Jestem wielkim NIC, a chciałabym być, obok ciebie, KIMŚ, nie zamiast.
Kiedy zobaczyłam cię po raz pierwszy, miałam w krwioobiegu odrobinę CHATEAU PAVILLON ROUGE DU CHTEAU MARGAUX rocznik 1992. To wytrawne wino o mocno rubinowej barwie i było mi tego wieczoru niezbędne do odbierania rzeczywistości. Oczywiście mogłam pić do ptactwa, które podawała gospodyni wieczoru (chuda, 67-letnia, naciągnięta chirurgią plastyczną właścicielka salonu z biżuterią) wodę mineralną, ale wtedy jeszcze nie ćwiczyłam jogi i do głowy mi nie przyszło i nie przyjdzie, iż mogę stać na głowie i nie pić wcale.
(Krystynka od pięciu lat staje na głowie i wygląda coraz młodziej, za dziesięć lat będziesz ją odbierał ze żłobka… tak się odmłodzi)
Na bankiet przyszedłeś w towarzystwie młodej kobiety o słowiańskim typie urody. Nie widziałam dokładnie twoich oczu, jednak już wtedy wiedziałam, iż nie będę chciała ich pamiętać.
Kilka twoich zdań wypowiedzianych niskim, drżącym głosem sprawiło, iż popatrzyłam na ciebie z zainteresowaniem.
- Lubi pani dzieci? - Usłyszałam nieoczekiwanie.
Powiedziałeś to w taki sposób jakbyśmy je mieli robić za kilka minut.
- Tak, lubię dzieci. – Roześmiałam się, nie wiedzieć, czemu.
- To będziemy je mieli. - Odparłeś zupełnie serio.
- Nie ma sprawy – Rozbawiona kontynuowałam, choć czułam, że za kilka godzin będziesz się starał wprowadzić słowa w czyn.
Przyszłam na to przyjęcie, aby cię poznać, uwieść, rozkochać w sobie i zostawić. Przyszłam z tobą zagrać o miłość, w którą wtedy nie wierzyłam.
Kilka lat wcześniej zobaczyłam cię w TV i powiedziałam głośno do odbiornika.

 

To jest ten facet, z nim chcę być, ale wcześniej z nim zagram o miłość, Jak przeżyjemy, to znaczy, że to ten.

 

Byłeś przygotowany na to wyzwanie, ja zaplanowałam najdrobniejsze szczegóły. Wiedziałam, że zostawię cię wtedy, kiedy nie będziesz mógł beze mnie oddychać, kiedy budząc się obok innej kobiety, jej ciało będzie miało mój zapach.

 

Wiedziałam, jaka gra mnie czeka i chciałam jej.

 

Do głowy mi nie przyszło, że staniesz się radością i przekleństwem, szczęściem i bólem na granicy szaleństwa, skowytem, jakiego nie słyszał świat, że zostaniesz piekielnym światłem mojego życia.
Cudem, bez którego ja będę niepełna.
Przyjęcie jeszcze trwało, ale ty po prostu wziąłeś mnie za rękę i zaprowadziłeś do samochodu. Nie wiem, gdzie jechaliśmy, przywitał nas ogromny ogród.
Usiadłam na rogu stołu, za mną rosły sobie miłorząb i modrzew, przede mną usiadł mężczyzna, był mężem znanej piosenkarki, dosyć podła rola w życiu, ale jemu to chyba aż tak nie przeszkadzało.
Miły, zadbany starszy pan. (Nie ma nic gorszego niż powiedzieć o kimś, że jest miły?) Nie pamiętam tego, co mówił do mnie.
Patrzyłam na ciebie. Chciałam abyś mnie zabrał do domu. Do twojego łóżka, które na następne lata miało się stać moim domem, złotą klatką, w której sama się zamknęłam.
Wziąłeś mnie na ręce, zarzuciłeś na plecy i zaniosłeś do samochodu. Jeszcze dla nikogo nie byłam workiem kartofli. Proszę, bierz, najedz się do syta, najlepsza jestem z sosem koperkowo – czosnkowym. Byłam pijana, nie bardziej niż ty, śmiejąc się, zataczając wchodziliśmy na ostatnie piętro starej kamienicy. Łazienka, do której weszłam była tak ogromna jak pół mojej wynajmowanej kawalerki. Stałam przed prysznicem, nie pozwoliłam ci się dotknąć.
- Patrz, teraz patrz – powiedziałam, a ty mnie słuchałeś. Wolno zdejmowałam spodnie zapinane na rzepy.
( Jeśli spodnie na rzepy można wolno zdjąć, ale trzymajmy się wersji, że wolno je zdejmowałam.)
- Ostatnio miałem dziewczynę, która nosiła pończochy pod spodniami.
To były słowa zachęty i komentarz do tego, co zobaczyłeś. Rozebrałam się, ty byłeś już nagi. Na prysznic poświęciliśmy kilka minut. Jeszcze mokrą zaniosłeś mnie do łóżka.
Masz piękne stopy. Mówiłeś. Całowałeś mnie po nich, w pewnej chwili usłyszałam – Kocham cię.
Nie wiedziałam czy mówisz to do mnie czy do mojej pupy. Udawałam, iż nic nie słyszę.
Powiedziałeś to raz, jeden jedyny, pierwszej nocy.
- To, co? Chcesz to dziecko? – Czytałeś w moich myślach.
- Tak, chcę tego dziecka.- Odparłam.
Jeszcze się nie kochaliśmy, pieprzyliśmy się jak zgłodniałe norki. Droga do czułości była daleka.

 

M do Krystynki w pierwszy poniedziałek marca

 

W życiu nie pisałem listów, a tym bardziej do przyjaciółki mojej byłej kochanki. Mojego jedynego godnego mnie przeciwnika?
Bo jeden dobry Bóg wie, kim stała się dla mnie Ruth.
Krystyno nie musisz odpowiadać na te listo-emaile, zresztą w ogóle nie wiem czy je wyślę. Wiem, że mnie nie lubisz (delikatnie to ująłem?).
Po prostu muszę pisać, nie wiem czy to ma być jakaś terapia, rozmowa z samym sobą? Nie wiem nic. Piszę nie wiedząc, po co, a powinienem.
Kiedy ją zobaczyłem, pierwsze, co splątało moje szare komórki to:, jaka fajna blond dupa, chętnie bym ją bzykną. Kiedy nasza wspólna znajoma, przedstawiła nas sobie, popatrzyłem w te inteligentne szaro - zielone oczy i byłem pewien, że tej nocy przelecę ją na wylot?
Nie mam pojęcia, dlaczego zapytałem. O dzieci, wspólny dom. Wyszło na tani chwyt, na bardzo tani chwyt. Bezsensowny test na chęć posiadania rodziny, której sam przez lata nie potrafiłem stworzyć. Ty też nie masz rodziny i nikt cię nie pyta, kiedy ją będziesz mieć.
Joga, Krystynko ochrania cię jak szczelny pokrowiec, przed wścibskimi tego świata. Ona jest twoja rodziną. Jedynym przyjacielem, matką, ojcem, kochanką, która nie zadaje kłopotliwych pytań, jest niema, łaskawa, przynosi ulgę, wychodzi i wraca, kiedy ty jej zechcesz. Ideał.

 

Nie potrzebujesz człowieka, masz ideał. Tak łatwiej?

 

Nagle jej szczupła sylwetka, małe piersi i śmiesznie mimiczne zmarszczki sprawiły, iż zapragnąłem mieć z tą obcą kobietą syna, miejsce na ziemi z dużym stołem w kuchni, przy którym moglibyśmy zbierać się podczas posiłków, po prostu zatęskniłem za tym wszystkim, czego nigdy w życiu nie doświadczyłem.
Rodzice się rozwiedli, kiedy miałem 5 lat, później byli kolejni tatusiowie, z którymi walczyłem bezskutecznie o matkę. Kiedy ją zostawiali, winny byłem ja?
Kolejne partnerki były moimi podświadomymi matkami, więc nic z tego nie mogło wyjść.
Teraz była szansa? Pomysł narodził się w spodniach, więc plotłem bez opamiętania. Wydawało mi się, iż jestem bezkarny.
Pierwszej nocy, będąc z nią, przeraziłem się, z jaką naiwnością mi się oddaje, wszedłem w nią jak w onieśmieloną nastolatkę. Stała przede mną naga, bez jakiejkolwiek siatki ochronnej.
Nie przestraszyłem się samego siebie, własnej bezbronności? Choć nie byłem na to przygotowany udawałem, że jestem. Czy którykolwiek mężczyzna jest gotowy na spotkanie z kobietą? I to, jaką kobietą? To była po prostu Ruth. Ona wymyśliła sobie, że to będę ja, na całe życie. Na swoją własną zgubę. Tylko swoją. Mnie nic nie jest w stanie zaskoczyć.Naprawdę.
Rano zjedliśmy śniadanie i dałem jej do zrozumienia, że jestem zajęty. Wyszła bez możliwości powrotu. Wróciła? Zawsze będzie wracać i nie pytaj skąd to wiem.

 

Ruth do M drugi raz

 

Po pierwszej nocy spędzonej z tobą uciekłam do innego miasta. Chciałam cię w sobie zatrzymać na wieki, powtarzać tę noc w nieskończoność, abyśmy zdrętwieli od niemożności ogarnięcia siebie.
Bałam się, że nie będziesz chciał się kochać tylko rozmawiać, a ja nie miałam ci wiele do powiedzenia.
Pamiętam, że pytałeś o rodzeństwo, ojca i dlaczego wybrałam ciebie. Odpowiadałam wymijająco, trochę nakłamałam, chciałam cię mieć jak najszybciej w sobie, przyszłam, aby wziąć cię w usta, bez zbędnych pytań.

Aniołku chodź, przelecę cię z miłości.

Dwa razy nie musiałeś powtarzać tego samego.
Naoliwiłeś całe moje ciało i zaczął się taniec na bardzo cienkiej czerwonej linie, na wysokości kilku tysięcy metrów. Otwierałeś miejsca we mnie, o których nie wiedziałam, że są. Od niechcenia rzuciłeś:
Jesteś w łóżku perfekcjonistką. Wiedziałam o tym, ale tak trudno spotkać drugiego perfekcjonistę. Nie wiedziałam, że będziemy mieli wspólne hobby.
Śniadanie zjedliśmy w atmosferze kłopotliwego milczenia. Miałam wrażenie, że karmisz mnie, bo tak wypada. Przeszkadzałam ci plącząc się po mieszkaniu, zakłócając samotnicze przyzwyczajenia.
Nakryłam do stołu, jakbym była u siebie, w tej prostej czynności byliśmy jak stare dobre małżeństwo, jak oddani, bliscy sobie ludzie.
Tak naprawdę nie zbliżaliśmy się do siebie. Od momentu połączenia, każde szło w innym kierunku. Świadomie, czy mniej świadomie zaczynaliśmy się nawzajem ranić.

 

Walka zawsze podnieca, ale z godnym nas przeciwnikiem, staje się rozkoszą.

M do Krystynki, wtorek

 

Na czym to ja skończyłem?… Jak ją właściwie wyprosiłem. Wiem, że mnie nie zrozumiesz Krysiu, ale.ja po prostu czekałem na ten drugi raz. Dlaczego nie? Każdy by czekał.
Była młoda, ładna, piekielnie inteligentna i super się pierdoliła, trzeba było korzystać, kiedy jeszcze miała słabość do starego człowieka.
Z drugiej strony bałem się, iż chodzi jej tylko o sex, bo wyglądało to tak, jakby ze mnie korzystała. Pozwoliłem jej na to, czekając rozwoju zdarzeń. Ta filmowa sytuacja była intrygująca.
Kiedy bez skrępowania opowiadała o swoich kochankach, zobaczyłem małą, zagubioną dziewczynkę potrzebującą opieki, bezpieczeństwa, a przede wszystkim ojca. Nie wiem, dlaczego szukała schronienia w moich ramionach, cóż ja jej mogłem dać?
Nie chciałem tej odbierającej zmysły namiętności. Mówiłem do niej:
- Aniołku, przecież ty jesteś cudowna. Wiedziała, co odpowiedzieć.
- Ja jestem do rany przyłóż.
- No... Może nie do każdej rany. - Sprowadzałem ją delikatnie na ziemię.
Ciągle kochałem O Przez mój egoizm, dziwkarstwo, pracoholizm zgasiłem światło mojego życia. Czekałem na O od roku nie chciała wrócić, więc brałem, co dawał los, bez złudzeń i czekania na cud. Wielu tak robi, nie byłej ani oryginalny, ani wyjątkowy, a ona wymyśliła sobie, że jestem jedyny i niepowtarzalny... Przy niej zacząłem tak się czuć.
Spragniony miłości zadawalałem się namiętnością obdartą z uczuć, w jej oczach stawałem się kimś, kogo chciała we mnie zobaczyć.
Jak mogłem jej odmówić? Jak mogłem odmówić sobie? Tak samo pragnąłem się z nią pieprzyć jak ona ze mną. Mam za to przepraszać cały świat? Kto mnie przeprosi?
Nic nas więcej nie obchodziło. Przeszłość zostawała w tyle. Byle tylko zagłuszyć niemoc bycia samemu. Nic o sobie nie wiedząc stawaliśmy się dla siebie substytutem, zwykłym, zamiast, które nie miało szans stać się czymś prawdziwym.
Nie wierzyłem, że to możliwe, nie przypuszczałem, iż ona ślepo wierzy w nas, że od początku do końca będzie walczyć o coś nierealnego, o bycie ze mną przez całe życie. Nie rozumiem, iż tak błyskotliwej, inteligentnej kobiecie nikt nie był w stanie wytłumaczyć, że to niemożliwe, że nie jestem dla niej. Ona się uparła, a jak się Ruth uprze, może wiele....Sama o tym dobrze wiesz.
Na moje – Chcę mieć dziecko. Odpowiadała.
- Ja też, ale z kimś odpowiedzialnym.
- Masz kogoś na oku? – Dociekałem, bo pamiętałem, że pierwszej nocy chciała je mieć je ze mną.
- Jak znajdę to ci powiem.
- Dobrze. - Nie dawałem za wygraną. - Jesteś we mnie zakochana?
- Nie... No może trochę.
- Po dwóch minutach obiecałem ci całe życie?
- I ty myślisz, że ja ci uwierzyłam? – Potrafiła mnie zaskoczyć.
Niestety uwierzyła Krystynko, z mojej strony było to kurestwo, iż miałem czelność jej to zaproponować.

 

Ruth do M trzeci raz

 

Po raz drugi uciekłam od ciebie do innego miasta. Przestałam wiedzieć, kim jestem, kim jestem dla ciebie. Sprawiłeś, iż nagle chciałam być twoim światłem, ale ty swoje światło już miałeś.
Miłość twojego życia odeszła. Nie rozumiała, że inne kobiety są twoim tlenem, że praca jest najbardziej pociągającą dziwką, która napędza twoje niedopieszczone ego do granic bezwstydu.
Nie wiedziałeś, iż jeśli zaczniesz sypiać z innymi kobietami, ja zacznę sypiać z innymi mężczyznami.
- Kiedy się ostatnio kochałaś aniołku?- Jakbyś mógł pytałbyś mnie o to codziennie.
- Ostatnio kochałam się z tobą.
- Nie wierzę ci, jakie to banalne, wszystkie tak mówią.
- Może to banalne, ale to prawda.- Wtedy to była prawda.
- Przecież nie możesz mówić tak szczerze, mam większe doświadczenie od ciebie, wiem, co mówię.. . Intrygujesz mnie, zawracasz mi w głowie, nie mogę pracować. Facet, który z tobą będzie, albo to wszystko przetrzyma, albo nie będzie zazdrosny.
- Trochę zaufania.
- Jakiego zaufania, przecież ty sama nie masz do siebie zaufania, ja przy tobie jestem niewinnym chłopcem.
- To jest dopiero banał. Pa POTWORZE.
- Co?
- Pa POTWORZE.

 

W ten o to sposób stałeś się dla mnie POTWOREM.


Twoje propozycje grupowego sexu mnie rozśmieszały. Przeszłam przez nie jak przechodzi się przez ospę czy różyczkę, choć różyczka nie boli tak bardzo jak półpasiec.
Czy uważałam, aby te doświadczenia miały mnie czegoś nauczyć? Zwykła ciekawość. Następnego dnia już nie pamiętałam, iż coś takiego w ogóle miało miejsce.
Pokochałam twoją drogę krzyżową, twój strach, który nie wiedzieć, czemu stał się moim strachem, twoją samotność, która w połączeniu z moją samotnością przeszkadzała nam żyć.
Od czasu do czasu moje młode serce dawało o sobie znać przenikliwym bólem. Rozsadzał mi klatkę piersiową, odbierając oddech, powodując sinienie całego ciała.
Nic nie wiedziałeś o tonach lekarstw, o nocnych atakach, po których tygodniami nie mogłam zasnąć bojąc się, iż się nie obudzę. Nie wiedziałam jak blisko jestem tej przewrotnej białej pani i w złości życzyłam ci śmierci. Nasze rozmowy telefoniczne każdorazowo przypominały wyrwane dialogi z filmu: Kontrolowałeś mnie.
- Miałaś biegać i co?
- Właśnie wróciłam.
- Nie masz przyśpieszonego oddechu, coś kombinujesz?
- Poszłam się zrelaksować, a nie zamęczyć na śmierć. Idziemy w piątek na kolację. - Bardziej stwierdzałam fakt niż się ciebie pytałam. Szybko się uczyłam.
-, Kto idzie?
- Idziemy razem.
- Gdzie?
- Do moich przyjaciół.
- Kto to jest?
- Są w twoim wieku.
- To jakieś staruchy.
- To, co, chcesz iść na kolację?
- No pewnie, zawsze.
- Krysia doskonale gotuje, będzie fajnie, jak będziesz chciał to możesz spać oddzielnie.
- Coś kombinujesz?
- Nic nie kombinuję, chcę cię uwieść.
- To zrób to dobrze.
Kino. Potrzebujemy w życiu kina, a ja i ty się do tego świetnie nadawaliśmy. Do czasu. Jak wszystko.

 

Wmówiłam sobie, iż jeśli umrzesz będę wiedziała, co czuję.
Żal i rozpacz z powodu utraty ciebie ukoiłaby każdy ból.
Nie mogę żyć z tobą i bez ciebie. - Jak w tej piosence U2.

 

M do Krystynki w poniedziałek

 

Zdaje sobie sprawę, że nie masz ochoty tego czytać.
Widziałem jak przede mną bezskutecznie ucieka i bawiło mnie to. Nie mogłem dać się złapać, byłby to koniec gry. Z dnia na dzień przestałbym być dla niej interesujący. Szybko się nudzi - dla mnie zdecydowanie za szybko.
Kiedy wyjechała mówiąc: ? Nie wiem, kiedy wrócę. Poczułem ulgę. Chciałem, aby weszła do pierwszego lepszego łóżka i zapomniała o mnie. Do pierwszego lepszego nie weszła, ale do drugiego, trzeciego z lekkością motylka.
Nie byłem zazdrosny. Wiele razy dzwoniłem do niej o pierwszej w nocy i jej nie było, na moje pytania, co robi po spektaklu, odpowiadała, że tańczy w dyskotece. W teatrze tańczy, po pracy tańczy. ... Czy to nie dziwne?
Ona jest potworem, bluszczem, przeżyje w worku foliowym na głowie szczelnie owiniętym taśmą klejącą. Tak umarł Kosiński, ale nie Ruth po wybuchu bomby atomowej zostaną szczury i ona, i nie mów mi, Krystynko, że jestem potworem. Nie jestem.
Uciekałem przed nieprzyzwoicie we mnie zakochaną 22 - letnią smarkulą. Obiecałem sobie, iż nie prześpię się z kobietą młodszą od mojej córki. Nie dotrzymałem obietnicy.
Byłem pewien, iż ona w innym mieście robi dokładnie to samo. Myliłem się? Powiedz Krystynko, myliłem się?

 

Ruth po raz czwarty do M

 

Morze, gorący piasek miały pomóc mi uwolnić się od ciebie. Udawałam, iż wypoczywam, iż zgrabnie skrojone ciało opalam dla kogoś innego.
Noc z L to nie był nawet kaprys. Sex ze starym przyjacielem trąci kazirodztwem, jest rzutem na taśmę obezwładniającej samotności. Wróciłam bardziej zmęczona niż pojechałam. Chciałam nauczyć się żyć bez ciebie.
Dzwoniłam, a ty mnie już nie chciałeś. Zabawa się skończyła. Baloniki z imprezy można zabrać do domu, ale ktoś musiał zostać i posprzątać cały ten burdel.
Chętnych nie widziałam. Ty tym bardziej. Nie zrobiłam L tobie czy sobie na złość. Sobie zrobiłam czysta fizyczną przyjemność. To czasami coś więcej niż zjedzenie tabliczki czekolady. W tym przypadku można to porównać do dwóch batonów marsa. Ja wolę delicje.
Kolejny był R podobny do Redforda, ze zmarszczkami wokół oczu, które mnie zawsze zniewalały. Wypiliśmy morze whisky. Już w taksówce całowaliśmy się jak opętani.
Uwielbiam się całować, choć ty uważasz, iż nie potrafię. Tak często traktowałeś mnie jak tanią prostytutkę, nie pozwalając nawet musnąć twych ust. W moim obskurnym bloku, stojąc na klatce schodowej, R włożył mi pomiędzy uda swoją delikatną dłoń. Byłam bardzo wilgotna i bardzo go chciałam.
Całował mnie wszędzie tam gdzie ty mnie nie całowałeś. Podłoga powitała nas moją ulubioną pozycją 6/9. Rano wyszedł czule się ze mną żegnając. Więcej go nie widziałam.
Kochałam się z nim prawie go nie znając. Ciebie kocham i się z tobą pieprzę. Nic z tego nie rozumiem, choć dostrzegam subtelną różnicę tych kontaktów.
Z P poszłam, bo był przeciwieństwem ciebie. Zjedliśmy kolację w restauracji jego przyjaciela. Proste, greckie jedzenie, z dużą ilością fety w fecie, oliwek w oliwkach i wina w winie. Słuchałam uważnie, co mówił do Rut, którą byłam, którą stworzyłam specjalnie dla ciebie.Opowiadał: ? Jestem szczęśliwy. Od 8 lat mam narzeczoną i naprawdę układa nam się fantastycznie. O mało się nie udławiłam pomidorem. Patrzył na mnie tak, jakby po raz pierwszy w życiu w ogóle zobaczył kobietę. Kłamał koncertowo, lepiej ode mnie.
- Nie miałem tego w małżeństwie, tego spokoju, pewności... Ciągłe pretensje. Interesowały ją tylko moje pieniądze. - Robiłam wszystko, aby się nie roześmiać, ty mówiłeś to samo o swojej pierwszej żonie. Jakby was wszystkich odlali z jakiejś wybrakowanej matrycy.
Jego piwne oczy były tak niepodobne do twoich. Postanowiłam dorzucić do tego monologu ociekającego banałem swój, dla równowagi.
- Ja sądzę, iż każdemu jest pisana jego własna droga – Słyszałam siebie i nie wierzyłam własnym uszom, że to ja mówię, ale pokusa zabawy była silniejsza. Wiedziałam, po co czytam brukowce, kto, z kim, gdzie i za ile.
- My nie rozumiemy was, wy nas i to rodzi ciągłe frustracje – postanowiłam podeprzeć się literaturą.
- Już Marek Hłasko w jednej ze swoich książek (Bóg raczy wiedzieć, w której) napisał: „Nic tak do siebie nie pasuje jak kobieta do mężczyzny” Byłam z siebie zadowolona. Powiem więcej ? byłam w swoim żywiole.
Odezwały się głosy, co też opowiadam, przecież w końcu nie jest tak źle, ludzie jakoś ze sobą żyją i ten cały cyrk jakoś się kreci. . . No właśnie - JAKOŚ.
JAKOŚ żyją, JAKOŚ to będzie, jakoś tam później sobie umierają. Nie chciałam, aby moje życie było „Jakoś”. Tego przy stoliku nie powiedziałam. Powierzchnia naskórka była mi potrzebna.
- Każdy chce kochać i być kochany – Kontynuowałam Santorskim.
Wtedy ten szczęśliwie zakochany P objął moje nogi pod stołem swoimi nogami, popatrzył i miałam pewność. Był mój.
Kiedy tak ostatnio patrzył na kobietę? Może przed laty na żonę? Czy może kilka dni wcześniej na narzeczoną?
- Odwiozę cię do domu. – Nagle powiedział.
- Tak, P odwiezie mnie do domu. - Powtórzyłam za nim.
Towarzystwo przy stole złożone z jednej byłej modelki, obecnie prężnej pani prezes Agencji Detektywistycznej, tłumaczki angielskiego i jidysz oraz lekarza dermatologa robiącego specjalizacje z ginekologii było zaskoczone. Sobotni wieczór dopiero się rozkręcał, a ja pragnęłam zostać z P sama.
Przed restauracją, czekając na taksówkę byliśmy jednak trochę zaskoczeni, że tak szybko poszło. On spełniony z inną kobietą, ja zakochana w tobie. . .
- Nie wiem, czego się spodziewasz, ale ja nie wiem, co się stanie. - Kokietowałam.
- Ja też nie wiem, co się stanie. - P robił to samo.
Obydwoje nie wiedzieliśmy, co się zdarzy, czyli z tej niewiedzy mogliśmy pójść tylko gdzie?
Na progu mieszkania powitał mnie puszysty miauczący kot, podobny do mojego. Ruth ma kota, często żartowałeś. I to nie jednego – Dodawałam.
- Czego się napijesz? Nie mam w domu alkoholu. - Po prostu spytał.
- Nie chcę alkoholu, może być sok... Np. pomidorowy.
- Nie mam.
- To jakikolwiek, nie ma znaczenia.
- Chodź do łóżka... Co ci jest potrzebne?
- Podkoszulek... A łazienka jest gdzie?
- Na lewo. Za drzwiami stoi półka z ręcznikami weź, który chcesz.
- Ok.
Wzięłam szybki prysznic i położyłam się obok niego na wielkim twardym materacu.
- Jesteś nagi?
- A ty ubrana. - Zaczęliśmy się śmiać.
Pierwsza go pocałowałam. Dwie mięsiste wargi, milimetr po milimetrze, badanie terenu, jak saper na polu minowym, podróżnik w dżungli. Nie wiedziałam, że moje usta zajmują powierzchnię większą od stanu Kalifornia, że mam okolice ust policzki, oczy kąciki oczu, załamania uszu. Ty już nie wiesz, że mam twarz. Wiesz, iż mam dziurę w twarzy, która jest twoja. Ona jest niczyja.
P językiem dotykał wewnętrznej części mojego lewego ucha, największym palcem u prawej nogi pieścił mój największy palec u też samej. Kiedy wszedł we mnie podciągnęła biodra i zaplotłam mu nogi na plecach. Nie ruszaliśmy się, to inne ciała trzymały się siebie kurczowo. To nieustanne bycie w sobie przez wiele godzin, opadanie z sił i zasypianie, aby ponownie się połączyć przypominało taniec. Taniec pierwszych ludzi, dziki i pierwotny.
Około trzeciej nad ranem nalałam zimnej wody do wanny, aby zmęczone członki ochłodzić, wyciszyć walące w piersiach serca. Leżeliśmy upojeni sobą, spełnieni, szczęśliwi. . . Mogłabym pokochać te mocne ramiona, gdyby mnie tylko chciały. . . Narzeczona miała wrócić następnego dnia.
Początek był z amerykańskiego kina familijnego, sceny z Bergmana rozgrywają się nie wiedzieć, czemu zawsze rankiem po.
- Chcesz kawy? – Pytał P.
- Do łóżka? – Z niedowierzaniem patrzyłam na niego.
- No pewnie.
- To będzie jak w tej reklamie w TV? – Uśmiechną się do mnie, ale ten grymas znaczył, iż to jest pierwszy i ostatni raz, kiedy podaje mi kawę do łóżka.
Dwa duże kubki pełne napoju, bez którego połowa ludzkości - z wyjątkiem Krystynki wolnej od wszelakich nałogów, w tym kawy też, nie wstaje z łóżka.
- Myślisz, że to chemia? – Z ciekawości zapytałam, aby w ogóle coś powiedzieć.
- No nie tylko... Przecież działa wszystko.
- To znaczy, co?
- Oczy, dłonie..
- Zaraz mi powiesz, że masz wrażenie, iż znamy się od zawsze.
- A ty nie masz takiego wrażenia?
Ja? Oczywiście, że tak... Od poczęcia właściwie.
- Nie rozumiem.
- Nie ważne, tak sobie tylko głośno myślę. Muszę już iść.
- Odwiozę cię.
- Nie trzeba. Poradzę sobie.
- Daj spokój.
- To, kiedy narzeczona wraca? – Nie wiem, do czego mi była potrzebna ta wiedza.
- A co?
- Nic, tak pytam.
- Dziś wieczorem.
- Nie masz wrażenia, że ją zdradziłeś? – Brnęłam we własne sieci.
- Nie... No nie rozpatruję tego jeszcze w ten sposób.
- A w jaki?
- O co ci chodzi do cholery?
- Nie denerwuj się, po prostu jestem ciekawa, co to było?

 

Tu napotkałam obezwładniającą ciszę.

 

- Może mi się spodobało i chcę wiedzieć, czy możemy się spotykać.
- Oczywiście, że będziemy się spotykać.
- Ja mówię o spotkaniu jak to.
- To nie będzie takie proste.

Mój ulubiony tekst u mężczyzn –

TO NIE BĘDZIE TAKIE PROSTE

-A co do kurwy nędzy jest proste?- Tu się bezgłośnie uniosłam i wnikliwie obserwowałam twarz P.
Ona chce mieć dzieci. Ja nie chcę. - Wiedziałam, co nastąpi, 15 minut obezwładniającej szczerości, zobaczył we mnie człowieka, czy ty kiedykolwiek patrząc na mnie zobaczyłeś człowieka?
- Kochasz ją?
- Kochałem moją żonę... I jej to powiedziałem. - Nie, żebym była zdziwiona.
- Jesteś z kobietą 8 lat i nie powiedziałeś jej, że ją kochasz? To, co ona robi przy tobie? Organizuje ci życie? Tak? Pamięta o rachunkach, datach urodzin i kupieniu proszku. Nie pije, nie pali... A ty tu ze mną, bo nie mogłeś się oprzeć? Mnie nikt nie jest w stanie się oprzeć. Nie podrywają mnie tylko dżdżownice. – To już powiedziałam sama do siebie.
- Czy ty wiesz, czego chcesz?
- Nie, myślę, że nie wiem, czego chcę. - Schował twarz w dłoniach. Nie mogłam się pozbyć wrażenia, że zazdrości mi pracy w teatrze i sam też by coś zagrał, a ja byłam wdzięczną widownią, umiem patrzeć i słuchać.
Jednak pozbywszy się zawodowego skrzywienia, zdałam sobie sprawę, iż mówi to szczerze, bez taniego sentymentalizmu, o który go posądzałam. Nic nie udawał, był silny tym, że potrafił być słaby.
- Nie oszukuj jej. Wiesz jak to boli, kiedy kochany przez kobietę mężczyzna nie chce mieć z nią dziecka? Ja to wiem.
- Odwiozę cię do domu.
- Dobrze.
Pod drzwiami mojej kawalerki, popatrzył na mnie jeszcze raz jak H. Bogart na I. Bergman w „Casablance” i spokojnie powiedział:
- Dziękuję.
- To ja dziękuję.
Wiesz, że to więcej niż cztery samotne lata, obok ciebie?


M do Krystynki w środę po południu

 

Jak wróciła z Łodzi powiedziałem, iż mam dużo pracy i jestem bardzo zajęty. Była to tylko część prawdy.
Miałem dosyć telefonów o czwartej nad ranem, tej jej głupiej tęsknoty. Dlaczego nie rozpłynęła się w powietrzu jak bańka mydlana? Była uparta, nie rezygnowała. Postanowiła mnie skruszyć, przeczekać. Któregoś dnia mój telefon komórkowy przestał pokazywać jej numer telefonu. Cieszyłem się jak małe dziecko. Po kilku dniach sam zadzwoniłem. Tęskniłem.
- Cześć kochanie - Rzuciłem jakby od niechcenia. - Co robisz?
- Co robię? Jestem u W jemy sernik po wiedeńsku i pijemy BORDEAUX MOELLEUX Blanc. - Odparła z lekkim zachwianiem w głosie.
Ta jej słabość do butów i win. Mogła nie jeść a wydać majątek na CHATEAUX LAFITE ROTHSCHILD Z 1992 rogue
- Czy możemy się zobaczyć?
- Może. - Usłyszałem.
- Wyjeżdżam na kilka dni ze znajomymi, ale jak wrócę to może..
- W jakim celu? – Przerwała.
- To miałoby być spotkanie z cyklu sex dla dwojga. - Nazwałem rzecz po imieniu.
- Brzmi intrygująco. Zastanowię się. - I odłożyła słuchawkę.
Sądziłem, iż wystarczy jeden mój telefon i za pięć minut jestem w niej na moim twardym kuchennym stole. Myliłem się, ale nie do końca.

 

Ruth do M,piąty i nie ostatni raz


Przestałam cię chcieć. Z nikim nie sypiałam i dostawałam kurwicy jajników, ale postanowiłam się wyciszyć. Nie pamiętam, z jakiej to okazji wprowadzałyśmy z W szlachetne wino do organizmu. Prawdopodobnie bez okazji. Zadzwoniłeś wtedy, kiedy tego potrzebowałam. To twoje kurewskie wyczucie czasu i przestrzeni, zawsze wiedziałeś, kiedy ulegnę. Jak byłam silna telefon milczał. Znałeś moje myśli lepiej ode mnie i za to cię nienawidziłam.
- Kochanie, co słychać? - Przemówiłeś słodko.
- Wszystko dobrze. - Usłyszałeś, choć powinnam powiedzieć, iż chujowo.
- Słyszę, iż bawisz się wybornie.
- O tak! Jestem, z W I jest nam bardzo wesoło.
- Czy możemy się spotkać? - Zapytałeś z udawaną nieśmiałością.
- Zawsze możemy się spotkać, pytanie tylko, w jakim celu?
- W jakim celu? To miałoby być spotkanie tylko we dwoje...
- Pomyślę.
- To pomyśl kochanie. - I odłożyłeś słuchawkę.
Wkurwiło mnie to twoje „ kochanie „. Nagle stałam się kochaniem. Chciałeś się ze mną pieprzyć i tylko po to dzwoniłeś. Nie byłeś w tych pragnieniach odosobniony, ja chciałam dokładnie tego samego. Wiedziałeś już, iż jestem w te klocki najlepsza.
Nie wiedziałeś, co zrobię, ja sama tego nie wiedziałam. Po kilku dniach ? zaskoczona sama sobą ? Zadzwoniłam.
- Nie przyjadę. - Mówiłam.
- Dlaczego? - Spytałeś zdziwiony
- Bo nasze oczekiwania są odmienne. Chcę od ciebie czegoś więcej niż możesz mi dać, dlatego lepiej będzie, jeśli nie będziesz dzwonił i w ogóle przestaniemy się widywać.
- Nie rozumiem cię, ale jeśli uważasz, że tak będzie lepiej, to nie nalegam.
-Nie wiem czy będzie lepiej, czy gorzej. Nic nie wiem. Po prostu dajmy temu wszystkiemu spokój. Czy ty w ogóle myślisz, że ja kiedykolwiek wyjdę za mąż?
- Tu masz rację, musisz poczekać na mnie. Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Dzwoń, kiedy tylko będziesz czegoś potrzebować.
- Będę o tym pamiętała.
Byłam z siebie bardzo dumna. Powiedziałam NIE. Czekałam na oklaski, wiwatujące tłumy, Nobla, Oskara i jeden Bóg wie, na co jeszcze. Następnego ranka wracając do Warszawy złapałam za telefon komórkowy. Wiedziałam, co robię?
Zatapiałam samą siebie.
- Czy propozycja jest ciągle aktualna? - Tym razem to ja z udawaną nieśmiałością zapytałam.
W odpowiedzi usłyszałam pewne, zdecydowane:
- Tak.
- To jestem u ciebie za dwie godziny
- Umówmy się później, mam dzisiaj jeszcze trochę pracy... Dobrze?
- Dobrze.
- Przyjadę po ciebie na drugi przystanek metra o 21.
- Ok.

- No to pa.

 

Nie miałam nic na swoje usprawiedliwienie.

 

Kiedy byliśmy już u ciebie w przedpokoju, nie zapaliłeś światła. Moje znajome ci już obcisłe spodnie zapinane na rzepy znalazły ponownie twoje uznanie. Błyskawicznie twoja ręka znalazła się między moimi udami. Zrzuciłeś mi z pleców ulubione futro z norek, a ja rozpięłam ci spodnie i gotowe na wszystko dzieło sztuki wzięłam do ust.
Kiedy już byłeś na granicy, odwróciłeś mnie plecami do ściany i napełniłeś sobą.Pulsujący, obezwładniający rytm, jakiemu się poddałam rozgrzewał mnie coraz bardziej. Wiedziałam, iż potrafisz doprowadzić mnie do stanu, który jest znany tylko Najwyższemu. Tylko dla ciebie zakładałam pończochy. Lubiłeś, kiedy rozbierałam się wolno, ja lubiłam, kiedy patrzyłeś jak odsłaniam siebie fragment po fragmencie. Od pierwszego wejrzenia pokochałam twoje ogromne łóżko, które z czasem stało się moim drugim domem. Mogłeś w nim robić ze mną, na co ci tylko przyszła ochota. Doskonale zdawałam sobie sprawę, iż perfekcja i otwartość, z jaką ci się oddaję przerastają cię. W moim ciele byłeś jednym wielkim krzykiem. Czekałam na ten moment. Kiedy skończyłeś w moich ustach i z wyczerpania upadłeś wtulając się w moje szczupłe ramiona.
Wiesz, co wtedy zobaczyłam? Zobaczyłam twoje przestraszone oczy. Nic nie musiałeś mówić, one mówiły za ciebie.
To tylko chwila słabości, przecież z chemicznego punktu widzenia pomiędzy zjedzeniem czekolady, a orgazmem nie ma różnicy. Z chemicznego punktu..... To wszystko, co mogłam dostrzec w twoich ciągle nieodgadnionych oczach.
Wyskoczyłeś z łóżka jak oparzony. Zimny prysznic miał ci pomóc przywrócić jasność obieranej rzeczywistości. Nie chciałeś abym została na noc. Uparłam się, aby przy tobie zasnąć. Rano krzyczałeś na mnie, iż jestem zaborcza i jeśli mam za dużo energii to niech zacznę ćwiczyć jogę, to będę spokojniejsza. Miałeś w pościeli intruza, który od czasu do czasu może wpaść zrobić ci laskę, ale nie będzie się do ciebie przytulał.
-Kochanie, miłość przychodzi i odchodzi, a praca zostaje. - Nie wiem, do czego to powiedziałeś, ale był to tekst z filmu „ Lulu na moście „. Kino, ono cię kiedyś zabije.
Potrafisz ranić. Ja też potrafię? Jakież to proste być obrzydliwym skurwielem skupionym na własnym kutasie. Nie jesteśmy do siebie podobni, tylko ja nie wiedzieć, czemu postanowiłam na własnym organizmie sprawdzić ile wytrzymam. Już wiedziałam jak to uczucie życzyć drugiemu człowiekowi śmierci. Liv Ulman powiedziała o Bergmanie, że geniusz nie ma serca. Ja je mam.
Co to było? Kosmiczne pierdolenie, bez uczuć i potrzeb?
Przy śniadaniu ponownie byliśmy starym dobrym małżeństwem. Cała złość, brak czułości, zostały utopione w naturalnym jogurcie i zielonym kiwi. Byłam łatwa, narzucałam się.
Wyszłam bez słowa. Rzeczywistość, jaką sobie na własne życzenie zgotowałam, jeśli wymagała słów, to ja ich jeszcze nie znałam. Nikt ich nie znał, rodziły się w ciszy.

 

M do Krystynki,marcowa środa 19,32

 

Przyjechałem po nią w nasze stałe miejsce spotkań. Była z przyjaciółką, tak samo młodą i tak samo beznadziejnie zakochaną w starszym o pół wieku facecie. Dwie skretyniałe masochistki. Co one w nas widzą? Siwe włosy, zmarszczki? Mój blond stwór nie miał ojca, co wiele choć nie wszystko tłumaczyło. Nie chodziło też o pieniądze. Były niezależne finansowo. To może złudzenie poczucia bezpieczeństwa, jakie możemy im dać, tudzież po prostu dobrze się pierdolimy, a one nie potrafią bez tego żyć i potrafią się do tego przyznać. Pozwoliłem sobie na niewybredne propozycje łóżkowe, co jak mi się wydawało pozostało bez echa. Ruth wyglądała przepięknie. Kocha futra i to, które miała na sobie dodawało jej jeszcze charakteru. Nie mogłem się doczekać, kiedy w nią wejdę. Tęskniłem. Dawno za nikim nie tęskniłem, a za nią coraz bardziej. Kiedy przekraczała próg mojego mieszkania jednym ruchem zrzuciłem jej z ramion martwe zwierze. Pod obcisłymi spodniami miała tylko pończochy. Podniecały mnie bardziej niż bielizna, której z premedytacją nie nosiła. Wzięła mnie w usta, była doskonałością, która zniewoliła mnie pierwszej nocy. Robiłem z nią, co chciałem. Jakbym przywiązał ją do stołu i przypalał żelazkiem byłaby szczęśliwa. Prawie mnie miała. Zatraciłem się i w oszołomieniu, w omdleniu przytuliłem się do niej. Oblał mnie zimny pot. Uciekłem pod prysznic, zimna woda rozjaśniła mi umysł. Kiedy już ubrani, sączyliśmy whisky, stawałem się wobec niej coraz bardziej agresywny. Przestraszyłem się siebie? Chciałem tylko uciec przed jej oczyma, do których zacząłem się przyzwyczajać, iż po prostu są. Nie miała zamiaru wyjść. Jest twarda, jakby mogła to by mnie wyprosiła z mojego własnego mieszkania. Nie mogłem zasnąć wtulony w jej gładkie, młode ciało. Nie mogłem przytulić się do kogoś, kto był obcym człowiekiem, kogo nie kochałem.Patrząc na nią zaczynałem wierzyć, iż jest gotowa wytrzymać wszystko, nawet życie ze mną.
Czyżbym spotkał kobietę, która mnie przy sobie zatrzyma? Paniczny strach przed uczuciem powodował, iż robiłem wiele, aby odeszła. Wiedziałem, iż tamtej nocy będzie samotna. Robiłem to dla niej, aby była silna. Wiedziałem, iż kiedy mnie przy nie już nie będzie nikt ją nie zniszczy, choć istniała szansa, że ona zniszczy jeszcze wielu. Po mnie świat stanie dla niej otworem. Była inteligentnym uczniem, wyhodowałem całkiem pociągającą bestię. Trudno mi przyjąć do wiadomości, iż była nim od samego początku. Przestała mnie kochać. Zrobiła to dla siebie. A ja ciągle ją ranię? Korzystam z jej słabości do mnie.
Dlaczego mam tego nie robić, jeśli ona same tego chce?
Ma taka gładka skórę, zawsze miała, ładne kostki, cała jest ładna. Będę za nią tęsknił jak się zestarzeję... Czy ona za mną wtedy będzie też tęsknić? Wiesz Krystynko czuje się strasznie stary.

Przyjemności są krótkie, to ból nadaje życiu sens.

- Coś plotę?

Pod prysznicem, kiedy namydlałem jej całe ciało, potrafiła powiedzieć do mnie:
- Uklęknij. - Do mnie... Wyobrażasz sobie mój wyraz twarzy, kiedy to usłyszałem po raz pierwszy?
- Chcesz, abym wziął twojego kutasa do ust? – Chciałem ja zaskoczyć.
- Coś w tym sensie. - Uklęknąłem, po czym zdałem sobie sprawę, iż mnie reżyseruje, odgrywa jakąś scenę, której nie może zatańczyć przed publicznością.Wtedy mokrą rzucałem ja na łóżko i kiedy już po, miała całe plecy oblepione spermą zanosiłem ją ponownie pod prysznic i dokładnie myłem. Czy myślisz, że można za tym nie tęsknić?

 

Ja tęsknie, ona też, wiem o tym.

 

Ruth do M . Szóste spotkanie którego nie będzie

 

Tego telefonu od ciebie nie sposób zapomnieć. Zbliżały się Walentynki. Trochę amerykańskiej miłości przetworzonej na polskie warunki.
- Pojedziesz ze mną nad morze? – Nie wierzyłam własnym uszom, chciałeś mnie gdzieś zabrać, pokazać ludziom.
- Chcesz mnie zabrać nad morze? – Pytałam bardziej siebie niż ciebie.
- Mam tam dom z pięknym widokiem... Spodoba ci się. Będziemy spacerowali po plaży, jedli twoje ulubione owoce morza, pili wino... Mam kilka butelek CHATEU DALOT 1995 Blanc. Wieczorem prysznic.... Lubiłeś mnie myć, nie umiałeś bez tego żyć.
Brzmiało jak opowieść z tysiąca i jednej nocy. Surrealistycznie. Zbyt pięknie, aby mogło być prawdziwe?
- Pojedzie z nami jeszcze ktoś.
- Kto?
- Moja znajoma.
- Po co?
- Będzie patrzeć jak się kochamy.
- Słucham?
- Będzie tylko siedzieć i patrzeć.
- Chyba żartujesz?
- Nie, dlaczego?
- Nie wierzę, że mi to proponujesz?
- Dlaczego?
Rzuciłam słuchawką. Narzuciłam na siebie futro i wybiegłam z domu. Przebiegłam na drugą stronę ulicy, gdzie mieszkałeś, wbiegłam na ostatnie piętro i zaczęłam walić pięściami do drzwi, krzycząc:
? Otwieraj draniu słyszysz mnie? Otwieraj i to natychmiast.
Jak zawsze ociągałeś się z otwarciem, a ja nie przestawałam walić do drzwi, aż dziw, że nikt z sąsiadów nie wyszedł na klatkę, może byli przyzwyczajeni do teatralnych gestów twoich kolejnych kochanek? Otworzyłeś. Zatkałeś mi usta swoim wielkim językiem, od którego mało się nie udławiłam, rzuciłeś mnie na podłogę w przedpokoju.
Nie dotykaj mnie! – Krzyczałam, szarpiąc się z tobą, drapiąc cię i kopiąc. Ty nie reagowałeś.
Nie ruszaj się. – Usłyszałam mocno i stanowczo. - Zamarłam.
Byłam kompletnie ubrana, nie zdjąłeś ze mnie nic, a jednak mnie przeleciałeś. Doczołgałam się z przedpokoju do pokoju i leżąc na dywanie wyłam jak małe porzucone przez matkę dziecko. Ty usiadłeś na kanapie, spodnie miałeś spuszczone do kolan. Próbowałeś się do mnie przytulić, ale cię odepchnęłam.
- Dlaczego mi to robisz?
- Myślałem, że ci się spodoba?
- Co mi miało się spodobać? Przecież wiesz, że cię kocham, jak możesz być tak bezwzględny?
- Przepraszam.
- Mam w dupie twoje przepraszam. Dlaczego ja ciebie tak pragnę? Dlaczego nie mogę zrobić bez ciebie najmniejszego kroku?
- Przesadzasz, i przestań płakać, nie wiedziałem, że zareagujesz tak.
- No jak?.. No powiedz jak zareagowałam?
- Nieadekwatnie do tematu.
- Nieadekwatnie, do czego? Ja pierdolę, dłużej tego nie zniosę.

Podniosłam się z podłogi i poszłam do kuchni by nalać sobie wódki, którą zawsze miałeś w zamrażalniku.
- Zacznij mnie szanować. Jeśli nie możesz mnie kochać, przynajmniej mnie szanuj. - Krzyczałam z kuchni.
- Zawsze będę cię szanował. - Tu o mały włos nie dostałeś w twarz.
Nalałam pól szklanki zmrożonych procentów i wypiłam jednym haustem.
- Nie przesadzasz? Nie jesteś u siebie.
- Będę robiła, co zechcę, bo ty robisz ze mną, co chcesz, nie dbając o to, czy mi się to podoba czy nie. Ranisz mnie, pomyślałeś kiedyś o tym, że mnie ranisz?
- Lubisz to.
- Lubię się z tobą pieprzyć a to nie to samo. Wyszłam trzaskając drzwiami. Obiecałam sobie, iż moja noga nie przekroczy progu twojego mieszkania. Miałam dosyć okłamywania samej siebie, że jestem na tyle silna, aby cię przy sobie zatrzymać. Postanowiłam odejść, wynieść się z twego życia na zawsze.
Zaufałam ci, pozwoliłam abyś przekroczył taki próg intymności, za którym nie ma już nic, nie ma odwrotu, nie ma gdzie wrócić, teraz musiałam dla samej siebie przestać cię chcieć. Nie wiedziałam czy potrafię. Ciebie chciałam prosić abyś mi w tym pomógł: nie dzwonił, zapomniał o moim istnieniu, jakby mnie nigdy nie było.
W szpitalu, do którego pojechałam na rutynowe badania, zatrzymali mnie na kilka dni. Nie podobało im się moje serce. Mnie przestało się ono podobać, od kiedy poznałam ciebie. Pragnęłam je wymienić na nowe, zdrowsze, spokojniejsze. Marzyłam, aby mieć serce, w którym nie będzie miejsca dla ciebie, bo na to nie zasługujesz.
Po za łóżkiem, prysznicem, samochodem, blatami stołów, ścianami, podłogami, fotelami, kortami tenisowymi, nie widywaliśmy się. Czasem miałeś pięć minut, aby ze mną wypić kawę i poinformować mnie, o której i gdzie, na mnie czekasz. Mogłam nie przyjść. Nie umiałam nie przyjść. Musiałam się nauczyć. Po raz pierwszy od bardzo dawna zapragnęłam móc przytulać się, kochać i być kochaną każdego dnia, nie od święta, nie w biegu bez mojej i twojej czułości.
Czekam na mężczyznę, który będzie moim światłem słonecznym, któremu będę ufała i przy którym będę bezpieczna. Wiem, iż jeśli go nie spotkam, nie zadowolę się byle, kim, nie wyjdę za mąż, nie będę miała dzieci. Będę sama i będę silna tym, że nie poszłam na łatwiznę oddając zranioną duszę pierwszemu lepszemu pocieszycielowi.
Wiem, że nie żyję tak długo jak ty, jeszcze wiele rzeczy nie wiem, to, co było między nami, było intymnością, która się nie zdarza, a nawet, jeśli, to bardzo rzadko, wiesz o tym? Nie wiesz, bo pokochałam kamień i byłam jedna z wielu, a głazy nie czują, jedyne, co robią dobrze to perfekcyjnie przygniatają.
Odchodziłam do samej siebie. Twoje myśli, twoje ciało dla mnie na twoje własne życzenie umierały.

 

M do Krysi. Jest czwartek koniec marca 12,29

 

Odeszła na dobre. Byłaś przy tym Krystynko.
Następnego dnia przespałem się z naszą wspólną znajomą. Dlaczego to zrobiłem? Bo ona robiła to samo? Chciałem zatrzeć jakikolwiek jej ślad we mnie. Sądziłem, iż mi się udało. Nie wiedziałem, że była w szpitalu, w ogóle nie miałem pojęcia jak bardzo jest chora. Nie chciałem wiedzieć. Zajęty pracą, nie zauważyłem jak bardzo mnie kocha, z jakim oddaniem i czułością przez te wszystkie miesiące troszczyła się o mnie. To znaczy zauważyłem to dopiero wtedy, jak odeszła. Skupiony na własnych przeżyciach, nie potrafiłem dostrzec, iż obok na wyciągnięcie ręki mam wszystko to, co jest mi potrzebne do szczęścia.
Nie potrafiłem jej zatrzymać, wtedy, kiedy tego chciała. Teraz nie mam, kogo zatrzymać. Kocham się od dawna z jej głosem, z jej uśmiechem, jak się odzywa to mam aż twardo w spodniach.

 

Czy wiesz, że odeszła, kiedy potrzebuję nią oddychać?!!! Kiedy budząc się obok innej, niekochanej kobiety czuję jej zapach?

 

Ruth do M. Siedem mgnień wiosny

 

Ja po podjęciu decyzji, że wyrzucam cię z mojego życia, nie zrobiłam nic szczególnego. Nawet nie poszłam się upić. Pamiętam jak przyszłam ze sklepu z zakupami i musiałam nagle usiąść w pokoju na sofie, bo przenikliwy ból zakręcił mi w głowie.
Znałam go, był jak starszy brat, który mieszka na drugiej półkuli i nie pamięta o różnicy czasowej, dzwoniąc o 6 -tej rano z niecierpiącymi zwłoki rewelacjami. Położyłam się na podłodze, ale ból nie ustępował, stawał się głębszy, więc zebrałam wszystkie pozostałe siły i doczołgałam się do telefonu. Kiedy przyjechało pogotowie miałam przed oczyma ciebie? Umierałam.
Obudziłam się po wszystkim. Wiesz, co to było? Co się stało? Zawał. Miałam 28 lat i pierwszy zawał za sobą.
Serce nie wytrzymało mojej do ciebie miłości i nienawiści. Chciało uciec, i nie miało, dokąd. Nie wiem, dlaczego mnie uratowali, może tam na górze ktoś faktycznie jest i ma wobec mnie jakieś tajemnicze plany, bo widocznie nie nadszedł jeszcze mój czas. To nie tylko serce odmówiło współpracy, to przede wszystkim mój umysł przestał rozumieć, co robię z własnym życiem, jak bardzo siebie oszukuję, zgadzając się na ochłapy uczuć, które mi rzucałeś. Już nie chciałam cię ranić, przede wszystkim nie chciałam ranić siebie, nikim nie chciałam się bawić. To takie trudne, móc kochać ciebie pomimo wszystko. Ja kochałam.
Obiecałam sobie jedno, iż będąc z kimś nie będę się nim dzieliła z innymi kobietami, czy z innymi mężczyznami. Jak powietrza pragnęłam wyłączności?
Po zawale stałam się innym człowiekiem. Zaczęłam doceniać każdą minutę życia i pragnęłam przeżyć ją pięknie. Nie miałam ochoty trwonić swojego cennego czasu w oczekiwaniu na cud, którego nie będzie. Wiedziałam, że mnie nie pokochasz. To mnie wyjątkowo uspokoiło. Po raz kolejny byłam na początku drogi w walce o własne szczęście i zachowanie godności w tym kurewskim życiu.

 

Nie byłeś mnie wart.

 

Przestałam nerwowo wpatrywać się w telefon... Ty nie dzwoniłeś, ja nie dzwoniłam… Już na ciebie nie czekałam, na nic nie czekała, co by miało jakikolwiek związek z tobą.

 

Byłam samotna, ale silna i szczęśliwa, że nie jestem przy tobie samotna we dwoje.

 

M do Krysi. Sobota po południu

 

Nie miałem odwagi zadzwonić, choć martwiłem się o nią. Dzwoniłem do ciebie a ty kłamałaś mówiąc, że jest z teatrem Belgii na tournee. Ze mną czy beze mnie była skazana na sukces. Nie marzyłem o tym, by mi zaufała, nikomu nie ufała, ale czułem, że pod wpływem jej miłości stałem się innym człowiekiem. Dlaczego tak okrutnie się sobą zabawialiśmy? Spytaj jej, sama zaczęła, a ja jestem tylko lepszym graczem.
Manipulowanie ludźmi to mój zawód, płacą mi za to. Bardzo dobrze mi za to płacą. Dostaję za to nagrody. Liczą się ze mną. Szanują. Tylko ona mną pogardza.



Ósmy list Ruth do M.


Zawsze mi się wydawało, że nie zrobię bez ciebie kroku. Moim piekielnym światłem stałeś się z dnia na dzień. Czy masz pojęcie, jakie to uczucie obudzić się rano i mieć stopy popuchnięte od tęsknoty za tobą? Teraz już tobą nie jestem. Stoję obok ciebie i pytam samą siebie, co miałeś tak fantastycznego w sobie, iż na tyle lat zupełnie zrezygnowałam z siebie, aby być ciągle blisko.
Wyjeżdżam do innego miasta kochać się, z J będzie miał dla mnie czas, będzie dla mnie czuły, będzie mnie dotykał i pieścił.
Pójdziemy razem do kina, aby się wzajemnie czuć. Całą noc będziemy się kochać w starym mieszkaniu mojego byłego męża, to będzie krótkotrwałe szczęście na miarę nieszczęścia, jakim jeszcze jestem. Jestem spokojna. Choroba dała mi

jasność patrzenia, o jakiej wcześniej nie miałam pojęcia. Przez moment byłeś światłem, o jakim marzyła przez całe życie, ale twoje światło we mnie zgasło. Sam nacisnąłeś wyłącznik. Nie mogłeś zaświecić, tobie światło wyłączyła O.

 

M do Krysi w niedzielny ranek


Gdybym naprawdę o niej myślał, to bym nie pozwolił jej tak cierpieć. Nie wiedziałam, iż jest gotowa zrobić dosłownie wszystko, nawet umrzeć abym poczuł, kogo straciłem.
Ostatniej nocy miałem sen. Patrzyłem jej w oczy i chciałem tam zobaczyć siebie. Stała przede mną piękna jak nigdy dotąd. Tylko oczy miała smutne, podobne do oczu zaspanego, zranionego spaniela.
Nie zobaczyłem w nich siebie. Nie było w nich nie tylko mnie, nie było w nich nic, jakby ktoś wykastrował ich dawny blask.
Cała jej sylwetka pulsowała, drgała, ale oczy były puste, nie zawierały jednej drobinki życia. Stojąc tak przed nią nagi, obdarty z godności, bardzo zmęczony sobą i swoim życiem miałem oczy pełne łez i nie potrafiłem jej przytulić, choć bardzo tego potrzebowała. Obudziłem się zlany potem, nerwowo dysząc.

 

Ruth do M. Dziewiąty list.


Wiele razy pytałam cię o dzieci. Zazdrościłam im, że nie jestem twoją córką. Kochankę zawsze można wymienić na inną, najczęściej młodszą. Dzieci są z krwi i kości. Ty byłeś moją krwią, ja twoją kością.
Za dwa tygodnie wychodzę za mąż. Nie przypuszczałam, iż potrafię to zrobić. Małżeństwo z rozsądku. Kogo to bardziej zaboli, jak myślisz? Ciebie czy mnie? To tylko instytucja, czasami lepiej, czasami gorzej prosperujący układ. Będę wiedziała, na czym stoję. Ja daję swoją nadwątloną młodość, chore serce, inteligencję i urok osobisty. Mój przyszły mąż wnosi dojrzałość, poczucie bezpieczeństwa oraz stabilność finansową. Nie ma w tym pasji, namiętności, czy szaleństwa. Jest spokój, za którym tak tęsknię. To będzie interes życia. Moje wyrafinowanie w połączeniu z siłą pieniądza. Mieszanka iście wybuchowa. Mam młodego kochanka o ciele, które zapiera dech w piersiach i... Jeśli nawet będę miała wszystko to nie będę miała ciebie, choć cię mam na odległość oddechu. Jesteś niczyj, ja też jestem niczyja? Nadejdzie taki moment, kiedy będę czyjaś. Wiem o tym.

 

M do Krysi. Kolejny poniedziałek marcowy

 

Nie widziałem jej kilka miesięcy. Nie wiesz, gdzie była Krysiu? Udawała, że nie ma czasu, bo jest zajęta pracą … „ swoim wnętrzem (jak by to głupio nie brzmiało) Przede wszystkim nie chciała oglądać moich oczu, które powodowały, iż grunt usuwał jej się spod nóg. Nie czułem się winny, nie zrobiłem nic złego. Bardzo dużo z siebie dałem. To prawda jeszcze więcej otrzymałem, ale przecież to, co działo się między nami to nie była transakcja handlowa, to był prawdziwy pot, sperma i łzy. Wiem, to za mało... Nie umieliśmy dać sobie więcej. Miałem być dla niej kołem ratunkowym, nie wiedziała, iż sam tonę, miałem ja za sobą pociągnąć?
Nie można zmusić drugiego człowieka do kochania. Niestety tylko mi się wydawało, iż jest między nami jakiś zalążek wspólnego bycia, życia pod jednym dachem. Nic z tych rzeczy. Miałem przez moment nic nieznaczące przebłyski świadomości, które okazały się tylko czasami realizowanym pożądaniem. To czasami bardzo dużo, ale tylko czasami.
To nie znaczy, iż nie jestem zdolny do miłości. Umiem kochać i ona o tym wie. Ciągle czekam na miłość, szukam jej..... I wiem, iż ją spotkam, kiedy tak na prawdę przestanę na nią czekać. Tylko wiara, że przyjdzie trzyma mnie przy życiu. Jakbym jej nie miał, nic bym nie miał, po co miałbym żyć?

 

Ruth do M. NR10


Wyruszam w kolejną podróż w głąb siebie, to powrót do korzeni, to ukojenie i harmonia... Bla... Bla.. Bla... ładnie brzmi, ale gdzieś to już czytałam i sama siebie próbuję oszukać, wmówić sobie, z miedzy nami kiedykolwiek możliwa jest równowaga... To stan nieustającego zagrożenia.
Mnie słowa tak często przeszkadzają, a próbuję ubrać się w nie taki sposób, aby opowiedzieć coś, czego tak naprawdę małymi znaczkami wyrazić niepodobna. Rysować nie umiem, mogę to, co czuję do ciebie.Zatańczyć. Mogę wytańczyć cię ze mnie.
Nie przypadkowo stanęłam po raz kolejny pod twoimi drzwiami. Przypominałam sobie noc, kiedy piliśmy za rok i cztery dni zmagania się ze sobą, walki na śmierć i życie. Walki o siebie.
Nie pamiętasz, ale wtedy przyszłam się pożegnać. Ostatni raz chciałam się z tobą kochać i nagle się okazało.... Iż już nie umiem.
- Zostań na noc. - Zaproponowałeś ogarnięty tanim sentymentalizmem.
- Wiesz..... To nie jest dobry pomysł. - Próbowałam wybrnąć z tematu.
- Dlaczego?
- Przemyśl to pytanie, jeszcze raz je postaw, wtedy będziesz wiedział czy tego naprawdę chcesz?
- Dobrze, przemyślę.
Przeszłam do dużego pokoju. Twoje wielkie łóżko stało na starym miejscu. Położyłam się na nim. Ono, ciasny prysznic, stół kuchenny, kanapa w mniejszym pokoju to nierozerwalne części mojego przebywania w twoich pieleszach. Z nimi też chciałam się pożegnać. Pragnęłam zapamiętać ich kolor, zapach i smak. Nie będą osamotnione, tyle ich jeszcze czeka zmęczonych miłością kobiecych ciał, z nie jednym niedoskonałym pośladkiem przyjdzie im się spotkać. Ciągle byłam zazdrosna o twoje kobiety, tylko, jakie to ma znaczenie i tak będziesz sypiał, z kim zechcesz, i nie zawracasz sobie głowy czy mnie to dotyka, czy nie. W tym scenariuszu uśmierciłeś mnie w połowie filmu, więc cóż mam grać?
- Masz rację.... Będzie lepiej, jeśli pojedziesz do domu. - Nagle wytrąciłeś mnie z rozmyślań.
- A widzisz, nie mówiłam?
- Musisz mnie zrozumieć...
- Nie tłumacz się. Rozumiem lepiej niż ci się wydaje.
- Tak będzie lepiej. - Starałeś się mnie przekonać o tym, o czym doskonale wiedziałam.
To wszystko po to abym się nie przyzwyczaiła. Boże!!!Tyle pracy mnie kosztowało, aby się nie przyzwyczajać i teraz miałabym to zaprzepaścić? Twoje obawy były bezpodstawne. Byłam tak podniecona tym, że widzimy się po raz ostatni, iż wyszłam od ciebie bez torebki. Przypomniałam sobie o niej dopiero w taksówce.
- Nic się nie martw, to nic nie znaczy. - Tłumaczyłeś się za mnie oddając zgubę.
- Ależ oczywiście, że to nic nie znaczy. - Udałam zdziwioną.
Wracałam do domu rozczarowana tobą i samą sobą. Nie wiem, czego się spodziewałam, czego po raz kolejny nie chciałam pojąć i zrozumieć. Nie chciałam pojąć i zrozumieć, iż mnie w twoim życiu nie ma, ze moja miłość nie wystarczy za nas dwoje, to się jeszcze nikomu nie udało.
Od tamtego dnia minął ponad rok, od ostatniego naszego spotkania kilka miesięcy. Bałam się z tobą zobaczyć, ale bardzo chciałam tak zwyczajnie usiąść w twojej kuchni i nie pamiętać o niczym. Od tamtej pory żaden mężczyzna mnie nie dotykał, nie przytulał i nie całował. Nie wiem czy jesteś jedynym, który może pomóc mi w wyrwaniu się z tego błędnego, koła jakim stało się moje własne ciało. Zobacz, co zrobiłeś? Nie tylko moja dusza, ale przede wszystkim moje ciało okrutnie cierpi, że cię we mnie nie ma.
Przyszłam oświadczyć ci, iż nie wychodzę za mąż, nie przypuszczałam, iż mam tyle odwagi, aby wrzucić zaręczynowy pierścionek z diamentami do muszli klozetowej i nieukrywaną satysfakcją spuścić za nim strumień wody. Ulżyło mi. Nic nie muszę.
Siedziałam na twojej kanapie z kubkiem gorącej herbaty i nic nie mogłam mówić, byłam sparaliżowana.
Czułam cię wszędzie, upajam się tym, iż patrzysz na mnie tak, jak chciałam abyś patrzył, i robił ze mną to wszystko, na co przyjdzie ci ochota, bo będzie to i moja ochota. Zacząłeś od dotykania mojego karku. Pozwałam ci, jednak....
- Kto ci pozwolił? - Przekornie spytałam.
- Kto tu mówi o pozwoleniu? - Odparłeś.
- Masz rację. To nieodpowiednie pytanie.
Zapomniałam, że ty o nic nie pytasz. Zawsze brałeś nie wiem skąd wiedząc, iż ja chcę wziąć ciebie. Zawsze to wiedzieliśmy. Twój kuchenny blat dawno zapomniał o mojej ciągle jędrnej pupie. Ja zapomniałam, że ją w ogóle mam.
- Wiem, inaczej to miało wyglądać. Dla mnie też. – Powiedziałeś nagle.
Przyszłam zobaczyć czy ciągle jestem w twoich oczach. Byłam w nich i to mi wystarczało.
- To już wiesz, już czujesz?
- Tak. Tak czuję.
- Skąd.
- Przecież zawsze cię wyczuwam.
- No... Nie tak do końca.
- W porządku, ale nie zapominaj, iż znam cię coraz dłużej, co oczywiście nie jest jednoznaczne z tym, iż lepiej, ale wiem o tobie sporo.
- To ile jeszcze na mnie zaczekasz? - Kontrolnie badałeś.
Jakbym powiedziała, że ani jednej minuty dłużej, po pierwsze byś mi nie uwierzył, po drugie bym skłamała.
- Dwa lata. - Wymyśliłam na poczekaniu.
Prawda jest okrutniejsza i boleśniejsza niż się nam wydaje. Obawiam się, iż na własne nieszczęście (a może i szczęście, któż to wie) mogę na ciebie czekać przez całe życie, bez względu, co by to miało znaczyć.
- Ty będziesz blisko pięćdziesiątki..... Wiesz te dwudziestki już wolniej będą zdejmować majtki przez głowę na twój widok
- O tu masz rację.
- Odrobinę skruszejesz.
- Z całą pewnością.
- I co wtedy?
- No właśnie... Jesteś jakaś inna. - Dodałeś masując mi kark i pieszcząc moje włosy. - To, dlatego, że tak dawno cię nie dotykałem.
- Bardzo dawno nikt mnie nie dotykał.
- Wiem muszę iść.
- Wybacz mi, pracuję.
- Nie ma sprawy, wpadłam przechodząc.
- Przy drzwiach wejściowych pocałowałeś mnie w policzek.
- Nie nastawiaj się tak, nie bój się, nie pocałuję cię w usta.
Nie bałam się, chciałam abyś to właśnie zrobił. Drugi raz musnąłeś mnie najdelikatniej jak tylko potrafisz. Lubię i twoją siłę i twoją delikatność. Chciałabym na nowo poznawać twoje ciało, móc go dotykać i przy śniadaniu nie udawać, że jestem tylko przejazdem. Kiedy schodziłam w dół po schodach, ty stałeś w drzwiach, pilnując bym nie zgubiła drogi.
- Zawsze mnie będziesz kochać? – Usłyszałam.
- Może się tak zdarzyć.
- Liczę na to.
- Ja też.
Dzisiejszej nocy zasnę przy innym mężczyźnie, kochając się z nim, będę kochać się z tobą i to nie ma znaczenia, że ty obudzisz się obok nieznanej mi kobiety. Ważne jest to, iż moje myśli, obudzą się w twoich ramionach. Gdzie obudzą się twoje myśli? Przy O?
Wiesz, że spodziewa się dziecka z mężczyzną, którego kocha?... To nie jesteś ty?

 

koniec części I

część II >>>

galeria sztukpuk | wydarzenia | galerie | forum-teksty | recenzje | archiwum | linki | kontakt


Copyright by "SZTUK PUK" 2001 - 2005 Kraków , Ryszard Bobek, Filip Konieczny